O odpowiedzialności w pracy projektanta
Odpowiedzialność w pracy projektanta graficznego nie jest dla mnie pustym hasłem. To realna wartość, która wpływa na sposób, w jaki pracuję, podejmuję decyzje i wchodzę w relacje z klientami. Prywatnie należę do grona Rodziców – a to doświadczenie bardzo szybko uczy, że odpowiedzialność to nie tylko „dowożenie tematów na czas”. Nie pracuję w sztywnych godzinach 9-17, a zamiast tego staram się gospodarować czasem tak, aby pracować najskuteczniej i najbardziej wydajnie. Już na wczesnym etapie kariery zrozumiałam, że praca jest tylko jednym z obszarów życia. Ta świadomość dała mi zaskakująco dużo dobrego. Do tej pory nie doświadczyłam wypalenia zawodowego. Z ciekawością czytam dziś poradniki o work-life balance, planowaniu przerw czy czterodniowym tygodniu pracy – wiele z tych wskazówek jest dla mnie intuicyjnych, bo od lat obserwuję, jak bardzo głowie służy zmiana zajęcia i oderwanie się od ekranu.
Jednak im bardziej praca przenika się z codziennym życiem, tym łatwiej wpaść w pewne pułapki. Najważniejsze zasady, o których staram się pamiętać?
Po pierwsze: najbliżsi nie są winni temu, że w projekcie coś się sypie albo pojawiają się błędy.
Po drugie: trzeba umieć wyjść z pracy we własnej głowie.
Zazwyczaj mi się to udaje. Ale – jak to bywa – licho nie śpi. I w tym roku również ja wpadłam w pułapkę nadmiernej odpowiedzialności.
Projekt, który wciągnął mnie za bardzo
Pewien projekt – czyjaś osobista twórczość, ogrom wiedzy i pracy – tej jesieni przybrał fizyczną formę. A ja miałam w tym swój spory udział. Może nawet większy, niż pierwotnie zakładałam.
Otrzymałam ogromne zaufanie od klientki. Projekt bardzo mi się spodobał, więc podeszłam do niego kompleksowo. Projektując layout i szatę graficzną książki, zaproponowałam cały kierunek narracyjny. Prawdopodobnie w tym momencie weszłam w kompetencje redaktorki, budując narrację wizualną całej publikacji. Proces się wydłużał, ale dawał mi poczucie kontroli, przestrzeń na eksperyment i twórczą radość. Czułam, że „dam radę”. Nie chciałam zauważyć chwili, w której rozsądnym krokiem byłoby rozdzielenie pracy między kilka osób. Bo kiedy wszystko idzie dobrze, nie ma w tym nic złego. Chcemy być częścią sukcesu. Problem pojawia się później – w obszarach, w których czujemy się 100% kompetentni radzimy sobie ze stresem i odpowiedzialnością za wykonaną pracę. W obszarach, w których eksperymentujemy – możemy się później martwić o powodzenie projektu. Wątpliwości rośną w naszej głowie, nie dając spać. Wszystko wyszło wspaniale, ale dostałam lekcje sama od siebie – by następnym razem nie ryzykować tak wiele.
Gdzie kończy się odpowiedzialność projektanta?
Projektant graficzny odpowiada za oprawę wizualną. To bardzo ważny element, ale tylko element. Naszym zadaniem jest wykonać swoją część najlepiej, jak potrafimy – profesjonalnie i odpowiedzialnie – a potem pozwolić klientowi grać w jego własną grę. Pracując nad książką czy innym dużym projektem przez kilka miesięcy, towarzysząc mu aż do premiery, łatwo zaangażować się emocjonalnie i ulec złudzeniu, że to „nasz” produkt wchodzi na rynek. Tymczasem tak nie jest, i jest to ok 🙂
Kilka zdań, które warto sobie powtarzać
Inny schemat, który znam z autopsji to śledzenie popularności tworzonych przez nas grafik. Gdy premierze nie towarzyszy marketingowy splendor, gdy projekt nie przebija się w social mediach, zaczynamy myśleć: „może trzeba było jeszcze reklamy?”, „może coś więcej?”.
Tylko że… to nie jest nasza rola.
Dlatego chcę to jasno wypunktować – również dla siebie:
-
Nie jesteśmy odpowiedzialni za sukces marki, produktu czy idei.
-
Nie odpowiadamy za to, czy klient zarobi i czy sprzedaż spełni jego oczekiwania.
-
Nie odpowiadamy za wdrożenie, logistykę, wysyłkę i inne elementy customer experience, które dzieją się poza etapem projektowym.
Wyjątkiem jest sytuacja, w której zostajemy częścią zespołu klienta jako stałe wsparcie kreatywne. Wtedy zakres odpowiedzialności jest inny – jasno określony.
Pytania bez odpowiedzi
Nie mam tu prostych odpowiedzi. Wiem jednak jedno: odpowiedzialność w pracy projektanta graficznego jest ważna, ale musi mieć swoje granice. Bo tylko wtedy można pracować długo, zdrowo i z poczuciem sensu.